Dzisiejszy odcinek sponsorują literki W jak wiekopomne i O jak odkrycie.
Ponieważ ciepła woda w kranie zaczęła się robić jakby mniej ciepła, a piecyk miast buchać płomieniem począł pokasływać, wezwaliśmy serwisanta (a właściwie nawiązaliśmy kontakt z panem serwisantem za pośrednictwem jego czuwającej przy telefonie żony, która ze zrozumieniem przyjęła informację, że marzę o tym, żeby umówić się z jej mężem. Może też kiedyś o 6 rano wylądowała pod zimnym prysznicem).
Pan serwisant przybył i zadał podstawowe pytanie: czy wymienili Państwo baterie?
Państwo - pochodzący z domów wprawdzie dobrych, ale nie wyposażonych w piecyki – zrobili karpika, albowiem do głowy im nie przyszło, że w piecyku coś takiego jak baterie w ogóle ma rację bytu.
Pan serwisant posiadał baterię i uroczyście ją wymienił.
I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ciepła woda w kranie zrobiła się zwyczajnie ciepła, a piecyk zaczął działać jak należy.
A to o blondynkach dowcipy opowiadają…