Małpy to ściema.
Być może część ludzkości rzeczywiście od nich pochodzi, ale nie ja. Zawsze to podejrzewałam, a otoczenie tylko mnie w tym utwierdzało, że wspomnę chociażby panią magister na ćwiczeniach o ósmej rano („pani Mileno, ja bardzo przepraszam, ale ja muszę to pani powiedzieć, bo nie wytrzymam, niech się pani nie obrazi – jak pani taka zaspana siedzi, to wygląda pani jak naćpany miś koala”).
Od paru tygodni wiem na pewno – moja linia wyewoluowała od niedźwiedzi. I to niedźwiedzi nie byle jakich, ale Misiów-Zapadających-W-Sen-Zimowy.
Sama nie wiem, jak mogłam wcześniej przeoczyć znaki: nie lubię, kiedy słońce chowa się za chmurami, poziom mojego niechciejstwa rośnie wprost proporcjonalnie do gęstnienia mroku za oknem, a wstawanie o poranku – a właściwie przed porankiem, bo o tej nieludzkiej porze nawet ranki jeszcze śpią – mogłabym o tym epopeję napisać, albo przynajmniej balladę. Pełna byłaby rymów takich jak: cierpienie-kamienie, niechętne wstawanie – powiek łomem podważanie i innych, równie błyskotliwych. To wszystko sprawka moich misiu-genów, które dotąd najwyraźniej pozostawiały – nomen omen – uśpione.
Ostatnio najwyraźniej się obudziły i nie są z tego zadowolone. Mogę sobie wyobrazić, jak załamują łapy – „kobieto” – jęczą – „cóż ty czynisz, czemu nie śpisz, twoi misiu przodkowie by się w gawrze spod kołdry rozkopali”.
No i tu niestety upiorna wyobraźnia (© Joanna Chmielewska) trochę mi psuje piękny wywód, bo jest wiele innych rzeczy, które czynię, a które misiu-przodków by zapewne zdegustowały. Co najmniej.
Jem mięso poddane obróbce cieplnej. Przedkładam morze nad góry i miasta nad łono natury. Staram się jak mogę nie gromadzić tłuszczu (i na sobie i w lodówce). Lubię towarzystwo. Uważam gawry za niehigieniczne. Na widok larw uciekam, zamiast delektować się frykasikiem. I w ogóle jak na misia to jestem strasznie niewyrośnięta i marniutka z postury.
Jestem bardzo wyrodną potomkinią misiów. Moje misiu-geny zawiodły i zmutowały na wszystkich frontach, poza jednym.
Sen zimowy – zwłaszcza, gdy za oknem jest taka niezdecydowana jesienno-zimo-paskuda – wydaje mi się ciągle bardzo atrakcyjną opcją.
Jesteś jak nieaktywowany Cylon ;)
Sprowokowany wyżej zamieszczonym tekstem o genach P. Wójtowicz, sam począłem zastanawiać się nad własnymi genami i wyszło mi tak: Leniwiec pospolity – przez większość czasu staram się trwać w bezruchu w możliwie wygodnej pozycji z książką w ręku.
Kot dachowiec – do życia budzi mnie zachód słońca, budzą się we mnie instynkty typowe dla kota, czyli chęć wyjścia na polowanie w ciemną noc. Chodzę własnymi drogami i cenię sobie własną indywidualność bardziej niż życie. Absolutnie nie lubię wody zwłaszcza zimnej, nie wiem co ludzie widzą w taplaniu się w tych wszystkich zimnych jeziorach, basenach, morzach i rzekach. Czystość to też kocia cecha, codzienna gorąca kąpiel z pianą, świecami i kadzidełkami, czyli chwila relaksu i refleksji nad minionym dniem.
Szczur – Nieufny, a jednocześnie ciekawski ponad wszelką miarę, co często przypłacam różnymi kłopotami. Szczur samotnik, wędrowny, nie kanałowy. Wszystko żerny. Nieprzywiązany do jakiegokolwiek miejsca wiecznie w drodze w poszukiwaniu domu.
Oto moje geny, które udało mi się wyselekcjonować…