Chyba jednak nie dam rady napisać drugiego tomu „Załatwiaczki” bez czytania pierwszego.
Foch.
Foch skierowany na mnie sprzed paru lat, było sobie nie komplikować życia i fabuły i pisać:
1. dzieła maksymalnie jednotomowe;
2. wyposażone w ograniczoną ilość bohaterów – troje to już naprawdę tłum;
3. z ładną, linearną fabułą i ograniczonymi dekoracjami.
„Załatwiaczka”, wersja okrojona:
Małgosia, Ben i Phillip siedzą przy stole w pustym pokoju.
- Nienawidzę cię – mówi Ben.
- Mam to gdzieś – odpowiada Phillip.
- Dajcie mi wszyscy święty spokój! – wrzeszczy Małgosia i wybiega z płaczem.
Kurtyna.
A teraz, odreagowawszy, mogę wziąć się za przerabianie po raz n-ty pierwszego opowiadania z drugiego tomu. Zacznę od tytułu.
Jako odbiorca Ciebie sprzed paru lat, obecnie i, mam nadzieję, w przyszłości postaram się pocieszyć i zmotywować: komplikacje czyta się wspaniale :)
To dobrze, bo drugi tom to jest jedna wielka komplikacja. :)
Brzmi jak dalszy mroczny wątek miłosny. Not good :] Powodzenia w pracy :]
ps. cześć Zielona :]
Bez względu czy ciąg dalszy „Wrót” pojawi się na półkach w księgarni i tak będę kochała Panią Milenkę za każde poprzednie opowiadanie i wszystkie następne. Podziwiam, podziwiam, po trzykroć podziwiam. Aż chciało by się popatrzeć na świat z Pani perspektywy, bankowo nabrał by niespotykanych kolorów!
Buziaki Ania xo
„Załatwiaczka” była jedną z pierwszych polskich książek fantasy jakie czytałam i utwierdziła mnie w przekonaniu, że mamy świetnych pisarzy ;)(zdałam dzięki niej maturę) dlatego z niecierpliwością czekam na drugą część i oby była jak najbardziej skomplikowana ;D powodzenia w tworzeniu
Ma pani, pani Mileno w nas fanach oparcie, czy kolejne tomy się pojawią za rok, dwa, trzy, czy kiedy tam pani skończy na pewno trafią do mnie na półkę z pani wszystkimi innymi książkami :)
Pozdrawiam i życzę owocnej pracy :D